Mocarstwo nie zaakceptowało próby porozumienia się na poziomie międzynarodowym i stanowczo odmówiło współpracy oraz zakazało ingerencji innych państw w sprawy morskie. W przeciągu ostatnich czterech dni, rozgrywają się dwustronne mediacje pomiędzy Chińską Republiką Ludową oraz Wietnamem, dotyczące ustalenia praw do działań na spornym terenie. Na chwilę obecną nie przynoszą one jednak żadnego skutku, co może spowodować tragiczne konsekwencje.
Dla przypomnienia, spór o właściwą delimitację szelfu kontynentalnego (ustalenie przebiegu granicy ) prowadzony jest już od połowy XX wieku. Obszar o którym mowa to dokładniej Wyspy Paracelskie, leżące 325 km na wschód od Wietnamu oraz Wyspy Spratly, których wybrzeża są bogate w surowce energetyczne. Po zakończeniu I wojny Indochińskiej w 1954 roku zostały one przyłączone do Wietnamu Południowego, zaś w roku 1974 "oddano" je pod protekcję Chińskiej Republiki Ludowej. Od tej pory, raz na jakiś czas możemy usłyszeć o odnowieniu się konfliktu pomiędzy zwaśnionymi państwami. Wietnamczycy posiadają stosowne fragmenty map pochodzące z 1904 roku, gdzie ewidentnie widać iż sporne wyspy są ich własnością. Miało to być podstawą do pokojowego rozwiązania rozbieżności, jednak Chiny kategorycznie odmawiają zarówno uznania przynależności, jak i współpracy.
Odzew państw europejskich w sprawie konfliktu nie jest duży, chociażby Francja (jako były kolonizator Wietnamu), nie zajmuje klarownego stanowiska w tej sprawie. Z kolei USA nie podpisały porozumienia z Wietnamem obejmującego pomoc militarną w razie ataku. Państwa europejskie ze względu na mnogość swoich problemów i niekwestionowaną pozycję ChRL jako lidera w regionie Południowowschodniej Azji, nawet nie próbują zająć stanowczego stanowiska wobec bezprawnego wtargnięcia Chin na wody Wietnamu. Kolejne konfrontacje na Morzu Południowochińskim mogą stać się punktem zapalnym, dającym początek kolejnym zmianom w układzie sił międzynarodowych.
